Serce – Rozdział IV

drzewo na którego widok Emily zatrzymało się serce

 

Serce – Rozdział IV

 

Momentalnie nogi odmówiły mi posłuszeństwa. Błyskawica w dłoni samoczynnie powiększyła się.

– Hej, cukiereczku. To nic takiego.
– Nie zbliżaj się do mnie! Ufałam Ci!
– Emily, ja żartuje. Mam super siłę. To nie jest żadna krew, to tylko czerwona farba. Uspokój się, nie mógłbym Cię zranić, bo jesteś da mnie cholernie ważna.
– Chodźmy już, mam dość tego miejsca.

Idziemy w ciszy. Nie mogę zrozumieć dlaczego on tak okropnie mnie wystraszył. Naprawdę chcę już być na zewnątrz.

Kilka zakrętów dalej moim oczom ukazuje się wybawienie. Nie mogąc się doczekać wolności biegnę ile mam sił w nogach i nie myśląc o tym, że może to być pułapka otwieram stare drewniane drzwi. Serce mi się zatrzymuje. Uderza we mnie orzeźwiający powiew powietrza. Bez wahania stawiam swoje stopy na zielonej trawie. Nim cokolwiek zdążę pomyśleć nogi same prowadzą mnie w nieznane. Słyszę, że Ash idzie za mną. Zatrzymuje się dopiero pod ogromnym drzewem nad jeziorem. Gdzieniegdzie pływają kaczki, słychać jakiegoś dzięcioła. Zero spalin, zero fabryk.

Siadam w cieniu drzewa a zaraz obok mnie lokuje się chłopak.

– Mogłabym tu zostać na zawsze.
– Ja też.
– Wyobraź sobie, tylko Ty i ja do końca życia.
– Kocham Cię.
– Co?
– Kocham Cię cukiereczku.

Jego twarz przybliża się do mnie, a ja toczę wewnętrzną walkę z tym co ma zaraz nastąpić. Mózg każe mi się odwrócić a serce podpowiada, żebym się nie ruszała i dała się ponieść narastającym emocjom. Kiedy usta chłopaka zetknęły się z moimi poczułam niebiańską przyjemność. Serce zabiło mi sto razy mocniej. Z brzucha uleciało stado motyli. Tak zachwyciłam się  miękkością jego ust, że w pierwszej chwili nie oddałam pocałunku, jednakże szybko się opanowałam i nasze usta idealne ze sobą współgrały. Nie mam pojęcia ile to trwało. Sekundy, minuty czy godziny. Oderwaliśmy się dopiero od siebie, gdy zabrakło nam tchu. Wtulam się w klatkę piersiową Asha i wsłuchując się jak bije jego serce patrzę przed siebie na idealny zachód słońca.

– I co teraz? – zapytał niepewnie.
-Żałuję, że nie umiem przewidzieć zakończenia.- westchnęłam – Jestem jednak przekonana, że właśnie trwa najciekawszy dzień w moim osiemnastoletnim życiu, a ty grasz w nim główną rolę.

 

Troszkę nie za szybko dla was? Osobiście coś mi tu śmierdzi, ale może jednak tylko dramatyzuje. Jak zawsze nutka dla was. Trzymajcie się. Do następnego.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *